VoldoSpirytysta
VoldoSpirytysta.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
VoldoSpirytysta
21
,
Wrocław
Słówko o mnie
Spirytysta, spokojny i bezkonfliktowy człowiek.
Zobacz mój profil
Notki
Los dzieci po śmierci 2010-11-22
Z góry chciałbym przeprosić za tak długą nieobecność, ale po prostu nie miałem weny...

No ale, pewnie niejednokrotnie ludzi zastanawia jaki los czeka dzieci po śmierci...
A więc spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.
Przyjmijmy najpierw ideę jednego wcielenia.
Dziecko się rodzi, następnie umiera... I co wtedy się z nim dzieje? No właśnie. Przyjmując istnienie nieba, piekła oraz czyśćca - gdzie trafi?
Do nieba? - Nie. Nie zasłużyło.
Do piekła? - Nie. Nie zrobiło nic złego przecież.
Do czyśćca? - Dlaczego? Przecież czyściec do też swego rodzaju miejscem gdzie się cierpi. Czy owe dziecko które nie miało możliwości poznania świata ma mieć szansę aby pójść do nieba licząc na łaskę lub niełaskę ludzi na Ziemi modlących się za nie?
A jeśli nie do tych trzech miejscówek, to gdzie? No właśnie. Ja nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Zresztą - pogląd taki kłóci się z ideą Boga sprawiedliwego.

Ale teraz popatrzmy z perspektywy wielu żyć - istnienia reinkarnacji...
Dziecko się rodzi, następnie umiera...
Dusza dziecka wraca do świata Duchów w stanie takim, w jakim się wcieliła w ciało owego dziecka. Nie utraciła nic, ale również nic nie zyskała, bo w końcu nie miała szans czegokolwiek zrobić. Wraca do świata Duchów, a następnie może zacząć nowe wcielenie.
Czy to nie pasuje bardziej to idei Boga sprawiedliwego?
Według mnie pasuje.

A teraz jeszcze należałoby odpowiedzieć na pytanie jaki w ogóle jest sens w tym, że dziecko umiera zaraz po urodzeniu, nie mogąc się nijak rozwinąć...
Śmierć dziecka może być próbą dla rodziców, czy poradzą sobie w tak ciężkiej sytuacji. Może być to również kara dla rodziców, np. za to, iż w swoim poprzednim wcieleniu matka (kto wie, może teraz matka jest wcielona jako ojciec) usunęła ciążę.
Myślę, iż może być to w niektórych przypadkach również kara dla Ducha wcielającego się w ciało dziecka. W sensie takim, że jakoby traci wcielenie. Wciela się, ale i tak niczego nie może dokonać. 
Śmierć a koniec istnienia. 2010-08-21
Wiele razy spotykałem się ze stwierdzeniem, iż po śmierci nic nie ma, że śmierć jest końcem istnienia.
Pogląd ten jest straszliwie materialistyczny... Ponieważ zakłada tylko i wyłączenie istnienie ciała materialnego.
Swego czasu (dawno temu) zapewne sam tak myślałem, chociaż raczej nie mogłem tego przyjąć do wiadomości. Ponieważ nie ma w tym ani trochę nadziei.
Gdy "patrzę" na ludzi, którzy piszą na temat tego, że śmierć jest końcem istnienia zastanawiam się, czemu jeszcze nie odebrali sobie życia. Co ich tu jeszcze trzyma.
Istnienie na tej planecie jak wiadomo nie należy do zbyt szczęśliwych, jako że Ziemia jest światem niższym, gdzie dominuje zło.
Więc jaki jest sens istnienia tutaj, skoro po śmierci nic nie ma? Męczyć się po to, aby nic z tego nie mieć? Nie ma to sensu...
Dlatego właśnie myślę, że wszyscy ci, którzy to mówią, gdzieś w głębi wiedzą, iż śmierć wcale nie jest końcem, wierzą, że coś po niej jest.

Chociaż na szczęście, myślę, że jest coraz mniej osób, które myślą, że po śmierci nic nie ma.

Żeby uzyskać dowód można choćby popatrzeć na badania przeprowadzone przez naukowców, potwierdzające to, że śmierć nie istnieje.
Chociaż niektórzy nawet w owe badania nie wierzą i nie są w stanie ich przyjąć...
A lepszego dowodu raczej znaleźć się nie da.
A niektórzy nawet nie chcą szukać owych dowodów i potrzebują najbrutalniejszego sposobu aby zacząć - śmierci bliskiej osoby. 
Dlaczego w życiu jest tak a nie inaczej. 2010-08-08
No właśnie.
To pytanie zapewne wiele osób sobie zadaje.

 Dlaczego niektórzy cierpią, nie mają co jeść, chorują, umierają, a niektórzy ciągle mają co jeść, gdzie spać, nie chorują na nic poważnego...
Ja też zadawałem sobie to pytanie bardzo długo...

Można pomyśleć, że to Bóg jest niesprawiedliwy i jednym daje tak a drugim inaczej...
Lecz poważnym błędem jest obwinianie Boga za takie sprawy.
Bo to nie Bóg, a my sami jesteśmy odpowiedzialni za to, w jakich warunkach żyjemy.

Jeśli mamy ciągle pod górkę, nie mamy co jeść, nie mamy gdzie mieszkać itd to może być to spowodowane (przynajmniej - być może jest ich więcej) dwoma czynnikami:
1.) Taką próbę sobie wybraliśmy gdy byliśmy Duchem. Próbę można nazwać np. "próbą nędzy", "próbą ubóstwa".
2.) Źle postępowaliśmy w poprzednich wcieleniach i teraz płacimy za nasze błędy...
Dla przykładu - skąpiliśmy innym pożywienia, nawet gdy mieliśmy go za dużo - teraz nie mamy co jeść; nie dawaliśmy schronienia innym - nie mamy gdzie mieszkać - i tym podobne.

Oczywiście obydwa przypadki mówią o tym, że od początku (urodzenia) mamy tak, a nie inaczej.
Ponieważ, jak wiadomo, jest to kompletnie inne od tego, że mieliśmy "dobrze", lecz z własnej woli "zjechaliśmy w dół".
Np. przez lenistwo bądź tym podobne sprawy.

Lecz, jakby na to popatrzyć, jest taka możliwość, że taki był nasz plan - mieć dobrze, a potem żeby się wszystko zawaliło. Chociaż raczej mała jest na to szansa.

Lecz nadal - to my wybieramy co chcemy "przejść" w danym wcieleniu.

Więc winienie Boga za to, że mamy źle lub chorujemy jest błędem.
 Zamiast obwiniać lepiej się pomodlić o siłę do Boga oraz Ducha-opiekuna oraz podziękować Bogu za to, iż mamy możliwość przejścia próby.

(Jak by co - jest to czysto teoretycznie i tak, jak ja to postrzegam - nie musi to być prawdą, chociaż może być). 

(Jeśli ktoś ma jakiś pomysł na temat o którym mógłbym spróbować napisać (bądź spróbować coś rozwinąć - jeśli chodzi o to, co już napisane) - proszę napisać go w komentarzu bądź wysłać jako prywatną wiadomość.
Mam przygotowane kilka tematów, ale bardzo chętnie i na zaproponowane tematy spróbuję coś wymyślić.
Jeśli chodzi o słówko "spróbować" - zapewne na wiele tematów nie będę w stanie czegokolwiek (oprócz mojego własnego "czystego" zdania - a w końcu ma to być moje zdanie "przesiąknięte" spirytyzmem) napisać - w końcu nadal jestem początkującym spirytystą).
Przyjaźń, miłość i nienawiść bez powodu. 2010-06-30
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jest tak, że poznając kogoś czasem od razu wiecie czy lubicie lub nie lubicie czy też wręcz nienawidzicie/kochacie?
(Ciekawostka - pasuje do tego również  „miłość od pierwszego wejrzenia”).

Otóż spirytyzm wyjaśnia tą kwestię w sposób bardzo logiczny.

Żeby można było odnaleźć w tym sens trzeba założyć istnienie reinkarnacji…
A więc załóżmy, że reinkarnacja istnieje…

Wcielamy się na danym świecie, dorastamy itd.
Mamy przyjaciół jak i niestety jakichś wrogów…
Jeden z tych wrogo do nas nastawionych szczególnie nas nie lubi, „załazi nam za skórę” i ogólnie bardzo przeszkadza…
A jeden z przyjaciół kocha nas jak własne rodzeństwo…
I jest tak aż do końca naszego wcielenia na tej danej planecie.
Kończymy wcielenie, wracamy do świata Duchów, a następnie ponownie się wcielamy.
Akurat tak się trafia, że nasz przyjaciel i wróg wcielają się w tej samej okolicy, co my, chociaż my o tym oczywiście nie wiemy.
Znowu dorastamy itd., mamy nowych znajomych, przyjaciół…
Pewnego dnia jeden z naszych znajomych zapoznaje nas z „kimś”.
Widzimy tego kogoś i od razu, nie wiadomo skąd, wiemy, że będziemy tą osobę lubić lub wręcz, kochać
Dlaczego tak się dzieje? Przecież jest to nieznana nam osoba, którą spotykamy pierwszy raz w życiu…
Czy da się to jakoś logicznie wytłumaczyć?
Otóż tak.
Logicznie może to wytłumaczyć w sposób następujący – owa osoba prawdopodobnie była naszym przyjacielem w poprzednim wcieleniu, którą kochaliśmy.
Nawet, jeśli wygląd tej osoby się zmienił, nawet, jeśli zmieniła się płeć tej osoby, to uczucie pozostało.
(I stąd też właśnie czasem przychodzi „miłość od pierwszego wejrzenia” – druga osoba być może była naszym partnerem/partnerką w poprzednim wcieleniu, którego/którą bardzo kochaliśmy, a jako że uczucia pozostają, to i to uczucie w nas pozostało.
Oczywiście, owa osoba mogła być również naszym przyjacielem czy tez kimś innym, chodzi tylko o to, że ją kochaliśmy).
A teraz popatrzmy na drugi przypadek (który raczej już jest jasny i zrozumiały, ale napiszę).
Poznajemy nową osobę…
Ale rozmowa nam się nie klei, ogólnie źle się czujemy w towarzystwie tej osoby, czasem wręcz jej nie lubimy od pierwszej sekundy…
Jak to można wytłumaczyć?
Owa osoba być może była naszym wrogiem w poprzednim wcieleniu.
A więc i to złe uczucie przeszło z tamtego wcielenia na teraźniejsze – i właśnie dlatego jej nie lubimy.


Mam nadzieję, iż komuś to pomogło zrozumieć, dlaczego czasem można kogoś lubić lub nie lubić bez żadnego powodu.

Postaram się częściej pisać notki, bo na tą jak widać było trzeba czekać ponad miesiąc ;)
 
Niebo, piekło, czyściec... 2010-05-26
Niebo, piekło, czyściec...

Tak więc...
Jak zapewne większość wie, Kościół mówi o niebie, piekle i czyśćcu...

Załóżmy, że Bóg jest miłosierny, sprawiedliwy, wiecznie dobry i kochający wszystkie swoje dzieci...
A teraz pokażmy ideę piekła. Tak na początek.
KK (Kościół Katolicki) mówi, że jeśli będziemy czynić zło na Ziemi, to po śmierci trafimy do piekła. A w piekle będziemy wiecznie cierpieć. A Bóg nie będzie miał nic przeciwko.
Ale... Czy to nie kłóci się z ideą Boga który nas kocha i jest miłosierny?
Czy Bóg który nas kocha chciałby tego, aby jego dziecko WIECZNIE cierpiało?
Tak, mamy wolną wolę, owszem. Płacimy za nasze czyny...
Ale... Co, jeśli np. ktoś urodził się w takiej betonowej dziczy (bardzo zła dzielnica) gdzie po prostu trzeba zabić, żeby przetrwać? Bo albo ja zabiję albo mnie zabiją?
1.) Człowiek się rodzi, rośnie i w końcu musi zabić. I zabija, żeby przeżyć, potem umiera.
I co się z nim dzieje po śmierci?
Trafia do piekła? Ale dlaczego? Przecież urodził się w takim miejscu, w którym nie miał innego wyjścia, jeśli chciał żyć musiał zabić...
A może do czyśćca (o niebie nie mówię)? Ale dlaczego jeden ma trafić do piekła a drugi do czyśćca jeśli zrobili to samo (w końcu Bóg jest wiecznie sprawiedliwy)?
2.) A teraz przypatrzmy się idei czyśćca...
Dusza tam trafia i co? Musi czekać na to, aby ktoś się za nią modlił, żeby mogła trafić do nieba...
Czyli co... Mogę nic nie robić na Ziemi, trafię do czyśćca, ktoś się za mnie pomodli i wstąpię do nieba...
A co z dziećmi które umierają zaraz po narodzinach?
Co z nimi się dzieje? Trafiają do czyśćca i co? I mają tą sytuację, że ktoś się za nie pomodli i trafiają do nieba?
Ale dlaczego? Dlaczego ktoś trafia do nieba gdy się na niego modlą nic samemu nie robiąc, a ja musiałem całe życie harować na to, aby zasłużyć na wejście do nieba? A nie oszukujmy się, jak wiadomo, czynie dobra czasem sprawia pewne problemy i nakłada na nasze barki duży ciężar...
3.) I jeszcze jedno... Gdzie jest granica dotycząca tego, kto gdzie trafi?
Komuś zabraknie zrobienia jednej drobnej dobrej rzeczy żeby pójść do czyśćca i pójdzie do piekła? No na to wychodzi.
Ogólnie ja w tym nie widzę idei Boga sprawiedliwego, miłosiernego i kochającego.
Jeśli napisałem coś, co nie byłoby zgodne z nauczaniem KK to proszę o poprawkę.


A teraz spójrzmy na to, co mówi na ten temat spirytyzm.
Tutaj również przyjmijmy ideę Boga miłosiernego, sprawiedliwego, wiecznie dobrego i kochającego wszystkie swoje dzieci...
Spirytyzm zakłada również istnieje reinkarnacji.
A więc...
1.) Człowiek urodził się w betonowej dziczy, zabił, żeby przeżyć, następnie umiera. Wraca do świata Duchów, gdzie widzi co złego zrobił. Cierpi. Cierpi przez to, że stracił wcielenie i przyczynił się do bólu. Cierpi przez swoje czyny. Ale pojawia się w nim chęć naprawy tego, co zrobił... Bóg daje mu tą szansę poprzez  wcielenie (np. w rodzinie) razem z tym, kogo zabił w poprzednim wcieleniu. Odkupuje swoje winy poprzez dobre zachowanie w tym wcieleniu jako członek rodziny zamordowanego. Wina zostaje mu wybaczona i zapomniana. Ma możliwość dalszego rozwoju. (Przypomnę, wg KK cierpiałby wieczne katusze w piekle bez możliwości odkupienia win).
Ale, przyjmijmy, że nie chce naprawić swoich błędów gdy wraca do świata Duchów. Co wtedy się z nim dzieje? Ciągle cierpi. W końcu, po kilku wiekach (w świecie Duchów nie ma takiego pojęcia jak czas) pojawia się w nim malutka chęć poprawy. Bóg od razu daje mu szansę poprawy i dalszego rozwoju.
2.) Nie robienie niczego jest złe dla nas samych. Ponieważ tracimy wcielenie.
Dziecko umiera zaraz po narodzinach. Wraca do świata Duchów na tym samym poziomie na którym ostatnio je opuściło. Może zacząć nowe wcielenie. I się rozwijać.
3.) Granicy nie ma. Bo jest tylko jeden świat Duchów. Oczywiście, niedoskonały Duch nie będzie znajdował się pośród Duchów wyższych lub Czystych (ale nie ma czegoś takiego, jak świat Duchów niedoskonałych, świat Duchów wyższych, świat Duchów Czystych itd)... Ale tenże niedoskonały Duch poprzez pracę nad sobą (czyli czynienie dobra) oczywiście może znaleźć się pośród tych Duchów Czystych.
Czyli podsumowując, nie ważne co złego zrobimy, zawsze mamy szansę to naprawić!
Oczywiście, lepiej jest ciągle czynić dobro, bo czynienie zła tylko wydłuża nam drogę do doskonałości, wiecznego szczęścia i powoduje ból (który znika po odkupieniu swoich win). 
Dlaczego spirytyzm? 2010-05-18
Tak... Dlaczego właśnie spirytyzm?

Od urodzenia byłem wychowywany w wierze katolickiej.
Jak zapewne większość z nas.
Wiara została mi narzucona (najgorsza rzecz, jaką można zrobić - narzucić wiarę...).
Jak byłem młody, musiałem chodzić do kościoła, ponieważ tak chcieli starsi wiekiem (np.
babcia i prababcia).
Chodziłem również na lekcje religii, zarówno w podstawówce jak i w gimnazjum...
O tyle o ile w podstawówce jeszcze sprawiało mi to jakąś przyjemność (miła nauczycielka
- zakonnica), o tyle w gimnazjum chodziłem z przymusu. W technikum całkowicie 
przestałem.
Im byłem starszy tym rzadziej odwiedzałem kościół.
Ale jakoś to minęło, komunia, potem jeszcze bierzmowanie...
Bierzmowanie brane tylko po to, żeby się rodzina nie rzucała i nie "wchodziła" na moich rodziców czemu to oni pozwolili na to, żebym nie miał bierzmowania...
Ale po bierzmowaniu już ani razu nie odwiedziłem kościoła.
Po prostu - patrząc na to, co robi większość księży zwątpiłem w kościół.

(Tak, wiem, że istnieją prawdziwi księża, którzy robią to z powołania - mam szacunek do
takich ludzi i jak najbardziej pochwalam to, co robią).


A potem się rozpoczęło...
Wahania co do tego, czy Bóg istnieje, czy też jest to jakiś głupi wymysł...
Był okres, w którym już w ogóle przestałem wierzyć w istnienie Boga. Ale wtedy nie
szukałem żadnych odpowiedzi na to, czemu na świecie jest jak jest i tym podobnych.
Po prostu sobie żyłem niczym się nie przejmując.
Ale potem naszły mnie pytania: "co jest po śmierci?" "czy śmierć jest końcem istnienia?"
"gdzie pójdę jak umrę? (do nieba? czy może do piekła? - zostało mi to po naukach 
kościoła)" to były te główne pytania.
Następnie zacząłem myśleć - co, jeśli śmierć nie jest końcem istnienia? - Przerażała
mnie idea wiecznego istnienia... O tyle o ile będąc tu, na Ziemi, wiem, że kiedyś to się 
skończy, to tam, gdzieś gdzie znajdę się po śmierci nie umrę nigdy. Będę żył wiecznie. 
Przytłaczały mnie te myśli. Więc nie myślałem o tym.
Następnie naszły mnie pytania czy kiedy umrę, zobaczę jeszcze ludzi których kocham tu,
na Ziemi? Czy mam z nimi tylko tyle czasu ile będzie trwać moje lub ich życie?
I co to za dziwne uczucie, że idąc gdzieś samemu, albo siedząc w pokoju czuje czasami
jakby czyjąś obecność, kiedy tam wcale nikogo nie ma? Tłumaczyłem to tym, że to moja 
podświadomość mi funduje takie coś.

A następnie odkryłem spirytyzm.
Zacząłem czytać Księgę Duchów... I odnalazłem odpowiedź dla mnie w tym momencie
najważniejszą i najbardziej podnoszącą na duchu - po śmierci zobaczę osoby, bez których 
nie mógłbym żyć tu, na Ziemi.
Odnalazłem odpowiedzi na pytania, które gdzieś w sobie miałem, ale się nie ujawniły -
dlaczego na świecie jest tak, jest jest... Dlaczego jedni mają lepiej a drudzy gorzej... 
I wiele innych.
Dowiedziałem się, że śmierć nie jest naszym końcem, ale idea wiecznego istnienia
przestała mnie przerażać. A nawet - ta idea napełniła mnie radością.

W Księdze Duchów znalazłem wiele, na prawdę wiele odpowiedzi na wiele pytań.
Odpowiedzi, na które czytając kiwałem sobie głową przyjmując je jako zgodne z LOGIKĄ.
Następnie przyszła pora na Księgę Mediów, z której też wiele się dowiedziałem.
A potem Niebo i piekło według spirytyzmu - i tutaj załamała się idea wiecznego 
potępienia, istnienia jako takiego nieba, czyśćca i piekła.
Dziś skończyłem czytać Ewangelię według spirytyzmu (no dobra, została mi ostatnia część
- modlitwy, ale ;)). I z niej, tak samo jak z poprzednich dowiedziałem się na prawdę 
wielu "rzeczy". Mądrych "rzeczy".


A więc, podsumowując - odpowiadając na pytanie znajdujące się na początku notki.
Spirytyzm odpowiedział mi na wiele nurtujących mnie pytań, rzucił światło na bardzo 
wiele spraw, pocieszył mnie, zachęcił do pracy nad sobą samym a co najważniejsze - 
doprowadził do tego, że staram się być coraz lepszym człowiekiem.


Następne notki nie będą już tak nudzące :)
Wstęp zrobiłem, mogę zabrać się za opisywanie tego, co dotyczy każdego z nas.
I jak widzę to ja, początkujący spirytysta. 
Jak zostałem spirytystą 2010-05-16
No właśnie - jak to się stało, że zacząłem kroczyć ścieżką filozofii spirytystycznej...

Otóż prawdę mówiąc, był to przypadek (czy też zbieg okoliczności). Jak się później okazało, bardzo szczęśliwy przypadek.

Ale od początku...

Swego czasu oglądałem pewien serial o wampirach i innych takich.
Owy wampir miał książki o tematyce dosyć niecodziennej - okultystycznej.
Jako że od bardzo dawna chciałem zobaczyć co w takich książkach piszą, wpisałem w wyszukiwarkę odpowiednie słowo, w poszukiwaniu książek o tej tematyce...
Co ciekawe - książek takich wcale nie znalazłem (może dlatego, że mało szukałem - ale teraz już przestałem się tym interesować).
Ale dziwnym trafem natknąłem się na artykuł na wikipedii mówiący o spirytyzmie...
Jako że od zawsze byłem pacyfistą i marzyłem o tym, żeby wojny, całe zło i wszelkie
uprzedzenia zniknęły z tej ziemi, spirytyzm mnie zainteresował (a początkiem 
zainteresowania było właśnie to, że przeczytałem, iż spirytyzm popiera pacyfizm).
Następnie, to przeczytaniu artykułu na wikipedii wpisałem "spirytyzm" w google.
Wyskoczyła mi strona "www.spirytyzm.pl" (zachęcam do odwiedzenia ;)). Oczywiście
wszedłem na nią, ponieważ chciałem poczytać o tym więcej. I zostałem tam na stałe.
I tak to się zaczęło.
Założyłem sobie konto na owej stronie, wszedłem na forum i zacząłem czytać i powoli
pisać.
A było to gdzieś tak na początku lutego tego roku. Więc bardzo niedawno.

Następnie kupiłem sobie cztery książki: "Księgę Duchów"; "Księgę Mediów"; "Niebo i
piekło według spirytyzmu" oraz "Opowieści spirytystyczne".
Niecierpliwie czekałem, kiedy w końcu owe książki przyjdą... Doczekałem się po dwóch
dniach od wysłania i od razu rzuciłem wszystko, złapałem Księgę Duchów i zacząłem 
czytać.
Im więcej czytałem, tym bardziej mi się spirytyzm podobał.
W owej książce (jak i w innych) znalazłem logiczne odpowiedzi na wiele nurtujących mnie od dawna pytań (ale o tym kiedy indziej).

I tak to się wszystko zaczęło.
Teraz codziennie odwiedzam forum, rozmawiam na nim, czytam książki o tej tematyce i staram się być coraz lepszym człowiekiem - a to wszystko przez ten szczęśliwy zbieg okoliczności.

Witam 2010-05-16
Witam wszystkich serdecznie na moim blogu.

Jeśli chodzi o kilka słów na temat tego, co będzie się tutaj znajdować i o czym będę pisał...
Otóż pisać będę o moim spojrzeniu na świat, na to, co, jak i dlaczego się dzieje.
A wszystko będzie się opierać na spirytystycznym spojrzeniu na świat.

Zachęcam do odwiedzania i komentowania.
Mam nadzieję, że nikt nie zaśnie czytając to, co będę pisał ;)
Zobacz serwisy INTERIA.PL